Warto wsłuchać się w kilka szczegółów – to one czynią ten program wyjątkowym: w „Czterech porach roku” proszę wypatrywać muzycznych „gestów natury” (ptasich treli, burzy w smyczkach, lodu pękającego w gwałtownych figuracjach); w Schumannie – tego, jak fortepian dopowiada to, czego nie wypowiada głos, oraz jak cisza między frazami staje się częścią narracji; w Mozarcie – w idealnym balansie między dramatem a wdziękiem, gdzie każda emocja jest precyzyjnie odważona, a jednocześnie przejmująco prawdziwa.
Ten koncert jest propozycją dla tych, którzy chcą usłyszeć w muzyce coś więcej niż piękno: mapę świata i mapę uczuć, zapis natury i zapis człowieka. Vivaldi przynosi żywioł, Schumann – intymność, Mozart – światło. Razem tworzą wieczór, w którym czas nabiera znaczenia, a dźwięk staje się opowieścią.

Wieczór otwierają dzieła Vivaldiego – kompozytora, który w swojej epoce był prawdziwą „gwiazdą Wenecji”, a zarazem kapłanem i pedagogiem, pracującym z dziewczętami w słynnym Ospedale della Pietà. Koncert gitarowy D-dur ukazuje gitarę w roli subtelnego narratora: instrument nie rywalizuje z orkiestrą, lecz prowadzi z nią wysmakowany dialog, w którym słychać zarówno taneczny puls baroku, jak i śródziemnomorski blask kantyleny. W dalszej części zabrzmią „Cztery pory roku” – utwór tak popularny, że bywa „znany zbyt dobrze”, a jednak na żywo wciąż potrafi zaskoczyć. To cykl koncertów skrzypcowych, w których Vivaldi dokonuje rzeczy niezwykłej: tworzy muzykę programową w czasach, gdy sama idea „opisywania” dźwiękiem świata nie była jeszcze oczywista. Co więcej – kompozytor dołączył do utworu sonety, które niemal scena po scenie wskazują, co słyszymy: śpiew ptaków, szemrzące źródła, burzę, szczekanie psa, polowanie czy trzask lodu. Wirtuozeria solisty jest tu środkiem, nie celem: ma oddać barwę, temperaturę i dramaturgię natury.

